Udostępnij:

Opowiem Wam pewną sytuację z ostatnich dni. Moim zdaniem Orange jest trochę niepoważne, ale sami oceńcie. Nie zdziwiłbym się, gdyby to była procedura stosowana szerzej, nie wiem. Moje doświadczenie opiera się na kontakcie z Orange i dotyczy przedłużenia umowy abonamentowej na telefony i Internet.

A było to tak…

Rozmowa z konsultantem

Dzwoni do mnie konsultant. Wiem, że wygasła mi już jakiś czas temu umowa, mam chwilę czasu, więc zgadzam się na przedstawienie oferty. Po omówieniu opcji, odrzuceniu dupereli, które mnie nie do końca interesują, udało się ustalić, jaki będzie zakres dalszej współpracy. Zgadzam się na dogadaną ofertę i przedłużenie umowy na nowych warunkach.

Forma załatwienia formalności

Konsultant drogą telefoniczną informuje mnie, że papiery dostarczy kurier, że nie muszę udawać się do oddziału, że na spokojnie sobie przeczytam dokumenty i odeślę. Przychodzi kurier (już pominę, że dwa dni się mijamy, bo kurier miał w dniu doręczenia najpierw zadzwonić, kiedy będzie – może to wina kuriera, nie telekomu, nie wiem, luz). Pyta się, czy załatwimy to na klatce czy w mieszkaniu.

Nie czytaj. Podpisuj?

Szybko okazuje się, że ma dla mnie kilka teczek z dokumentami do podpisu – na już do odesłania. Pytam, czy jest jakaś formuła, która pozwalałyby mi na spokojnie zapoznać się z dokumentami, czy może przyjść jutro itp. Nie. Nie ma takiej opcji. Mówię, że nie podpiszę bez czytania. Kurier próbuje mnie przekonać, abym się nie przejmował, bo mam przecież ileś dni na odstąpienie od umowy jakby coś się nie zgadzało, że wszyscy podpisują i nie ma problemu. Może ma rację. Może nie. Jednak czy ja się później będę mógł odwołać mówiąc, że kurier tak powiedział? Nie jestem też chroniony jak zwykły konsument, bo zawieram umowę B2B. Nie jestem też prawnikiem, który z góry wie, jak przebiegałaby dokładnie procedura odstąpienia, gdyby coś było nie tak.

Gdybym jeszcze na przestrzeni tych paru dni dostał kopię na skrzynkę mailową, to mógłbym przyjąć, że zestaw dokumentów w mailu i w kopercie jest identyczny. Konsultant znał adres mojej skrzynki (potwierdzał to telefonicznie). Miał przesłać podsumowanie rozmowy z informacją, na co się zgodziłem + z instrukcją i kompletem druków umożliwiających wypowiedzenie starej umowy. Nie chodzi przecież o węszenie spiskowej teorii dziejów, ale o możliwość przeczytania dokumentów, które podpisuję. To przecież podstawa funkcjonowania jako konsument, przedsiębiorca, czy obywatel. Nie dostałem ani kopii nowej umowy, ani dokumentacji umożliwiającej wypowiedzenie starej.

Lampka ostrzegawcza

Na dużą, czy małą kwotę – podpisuję 2-letni kontrakt z dużą firmą, która “ma zawsze rację”, potężny dział prawny i umowy obwarowane mnóstwem rozbudowanych paragrafów (pewnie w przypadku jakichkolwiek “ale” sprawa toczy się w Warszawie; trzeba wziąć prawnika, którego koszt przewyższa kwotę, o którą się walczy itd. – detale, które drobnego kontrahenta odstraszają od dochodzenia swoich praw).

W większości przypadków nic się nie dzieje, ale potem jak się dzieje, to słyszysz, że dałeś ciała, bo podpisałeś coś bez czytania i w sumie, to nic nie możesz zrobić poza poczuciem, że jesteś moralnym zwycięzcą i cierpieć za milijony.

Nie

W związku z tym odmawiam kurierowi podpisania dokumentów ad hoc.

Czytać na kolanie, pośpieszany przez kuriera (który pewnie się spieszy do domu lub do kolejnego adresata)? Mając gości (zapowiedziana była dostawa między 16 i 17, jest 18), którzy gadają i się śmieją, co się niesie po całej klatce schodowej? Nie jest to dobry sposób na zawarcie umowy.

Nie mam pretensji do kuriera. Live and let live, człowiek pracujący. Chociaż nie powinien do niczego namawiać, tak na marginesie. Natomiast uważam, że zdecydowanie popełniłem błąd zgadzając się na taką “wygodną” formę zawarcia umowy. Kusiła mnie wizja, że nie muszę odwiedzać salonu.

Teraz wiem, że ta forma wcale nie jest bardziej wygodna. Gorzej. To forma, która wywiera na mnie presję, abym nie czytał umowy.

Czytajcie umowy… a zgadzając się na przesłanie umowy od telekomu drogą pocztową, miejcie po prostu świadomość, z czym to się wiąże. Być może odwiedziny w salonie będą bardziej sensownym rozwiązaniem.

Poniżej jeszcze dyskusja z FB:

Ciekawem jestem waszych przygód.

Udostępnij: