Przyglądałem się ostatnio dyskusji w grupie Blogerzy Brainsztormują na temat justowania tekstów. Dominowały w niej dwa stanowiska. Pierwsze – merytorycznie argumentujące, czemu nie należy justować. Drugie – justowanie, font etc. to pierdoły, ponieważ jeśli tekst jest dobry, to użytkownik i tak go przeczyta. No i tu stwierdziłem, że coś jest nie halo.

Nie będę tu umieszczał całej dyskusji, ponieważ pochodzi z grupy tajnej i zamierzam to uszanować. Jeśli spełniacie kryteria to możecie do niej przystąpić (tu konkretny link do dyskusji, którą zobaczycie po uzyskaniu dostępu).

Jeden z członków zadał pytanie:

Jak to jest z justowaniem tekstu na blogu. Już kilka razy słyszałem, że nie powinno się tego praktykować na blogu (ostatnio na SeeBloggers). Gorzej się wtedy czyta, a przerwy między niektórymi wyrazami wyglądają nienaturalnie. Z drugiej strony nadal widzę, że sporo Topowych blogerów i blogerek nadal justuje teksty.

Dobre pytanie dotyczące istotnej kwestii. Zdziwiłem się czytając niektóre odpowiedzi. Część była, jak już wspomniałem, mocno merytoryczna i wskazywała na konkretne argumenty przemawiające za tym, aby nie justować tekstów internetowych (na koniec je przytoczę). Z drugiej strony wiele wypowiedzi można by sprowadzić do wniosku, że nie trzeba dbać o estetykę, bo piszemy takie super teksty, że czytelnik ma je czytać nawet jeśli będzie mu ciężko (zły font, justowanie, małe literki, nieprzyjemny kontrast etc.).

Idąc dalej tym tropem możemy równie dobrze powiedzieć, że ortografia ma niewielkie znaczenie… Nie idźmy tą drogą. Oczywiście treść jest kluczową wartością i to nie podlega dyskusji, lecz szanujmy użytkownika. Nie chodzi o to, aby dodawać nie wiadomo jakie fajerwerki do wpisów, ale o to, aby nie utrudniać użytkownikom życia. Pamiętajmy, że to my jesteśmy dla czytelników, a nie czytelnicy dla nas. Pamiętajmy także, że pomimo „posiadania fanów” i zainteresowania ze strony reklamodawców nie jesteśmy w przytłaczającej większości przypadków Hłaskami lub Hemingwayami. A to, że angażujemy czytelników nie jest ostatecznym argumentem – Fakt też angażuje. I ma więcej fanów od ciebie.

Nie chciałbym, aby ktokolwiek potraktował to osobiście. To raczej taki wniosek ogólny. Powszechnie popełniany jest błąd wynikający chyba ze zbyt dużego ego blogerów, który sprowadza się do mylnej percepcji tego, czym jest blogosfera. Fani i czytelnicy nie są dla nas. My jesteśmy dla nich. Dajemy im jakieś treści, oby wartościowe lub ciekawe, ale nie zwalnia nas to z obowiązku, aby robić to w sposób profesjonalny.

To tak jakby muzyk wydał swoją płytę w bardzo niskiej jakości dźwięku i tłumaczył się, że skoro pisze świetne melodie, to i tak ludzie będą słuchać. Pewnie wielu będzie, ale czy to dobry kierunek? Czy nie lepiej dbać o zainteresowanie tych najbardziej wymagających czytelników? Niech każdy sobie odpowie na to pytanie sam.

Jeszcze parę słów odnośnie argumentu, że dobry tekst czytelnik i tak przeczyta. Nie jest on totalnie pozbawiony sensu, rzecz jasna. Przypomina mi to czasy, gdy pokolenie moich rodziców nagrywało na kasety muzykę z audycji radiowej Trójki, bo to był dla wielu jedyny sposób, aby mieć dostęp do nagrań zachodnich muzyków rockowych. Potem tej muzyki, w skrajnie niskiej jakości słuchano z pasją. Sam wiele z tych kaset jako dzieciak przejąłem po ojcu. Niemniej wtedy nie było wyboru. To tak jak z wolnym internetem, do którego dostęp mieliśmy przez modem telefoniczny. Mogliśmy czekać i 20 sekund, aby strona się załadowała. To był standard. Jednak standardy poszły do góry i jeśli możemy zadbać o komfort użytkownika, róbmy to. Z szacunku. Nie kosztuje to nas zbyt wiele. Wystarczy chcieć.

Z drugiej strony, stając w kontrze wobec wspomnianego stanowiska, zasugeruję, abyście spojrzeli na współczynnik odrzuceń na swoim blogu (jedna z podstawowych metryk w Google Analytics) i sprawdzili średni czas na stronie. Jeśli potraficie, to utwórzcie sobie segment użytkowników, którzy na stronie byli krócej niż 20 sekund. Z jednej strony blogerzy są w stanie robić mnóstwo głupot, aby tylko zdobyć dodatkowe 20-30% ruchu, a nikt nie myśli o tym, aby zadbać o użytkowników, którzy do bloga dotarli, lecz się od niego odbili (np. ze względu na nieestetyczną formę i tekst zaprezentowany w formie utrudniającej czytanie). Gdybyście wpięli sobie na stronę nagrywanie sesji (np. HotJar, Yandex Metrika), to zobaczylibyście, z jakim „zaangażowaniem” czytana jest duża część tekstów. Dla niektórych mógłby to być szok.

Takie podejście pokutuje ogólnie w całej sieci. Zagadnienia związane z User Experience (na które wpływa całość odczuć użytkownika w kontakcie z daną stroną) są marginalizowane i traktowane jako dodatek. Nie są dodatkiem. Są niezwykle ważne. Dlatego też sugeruje się, aby nie justować tekstów na blogach. Uzasadnienie jest proste. Pozornie estetyczne brzegi powodują duże rozstrzały między poszczególnymi słowami. Rozstrzały te różnią się w poszczególnych linijkach. Sytuacja jest szczególnie widoczna na wąskich ekranach, a konsumpcja treści, zwłaszcza w przypadku ruchu pozyskiwanego z mediów społecznościowych, zmierza zdecydowanie w stronę mobile, czyli wąskich ekranów. Miałem nie udostępniać wypowiedzi z grupy, ale zrobię wyjątek i mam nadzieję, że Paweł i Magda się nie obrażą:

justowanie tekstu na blogu

Przy okazji jeszcze zachęcam do przeczytania artykuły Magdy Mirkowicz o dobieraniu typografii na blogu. Wierzcie mi, Magda wie, o czym mówi.

Jeśli macie swoje zdanie na ten temat, to zachęcam do komentowania. I pamiętajcie. Nie ma co się spinać. Ja też przez długi czas nie wiedziałem o takich rzeczach jak negatywny wpływ justowania tekstu na blogu na jego odbiór. Chodzi o to, aby się ciągle rozwijać, a nie stawać okoniem. Nie chodzi też o to, aby się wymądrzać, a o to, aby się wzajemnie edukować. Wiem, że mój blog też pozostawia wiele do życzenia pod względem estetyki. Niemniej staram się stopniowo nad tym pracować, a nie argumentować, że estetyka jest nieistotna.

 

PS. Jeszcze odnośnie ego. Pamiętajmy, że większość naszych tekstów jest czytana na kiblu lub między kilkoma przystankami autobusowymi 😉