Wojtek z Warszawy się nie odnajdzie, czyli o konsekwencjach akcji Reserved

Biznes online

Kojarzycie na pewno akcję #POLSKICHLOPAK? Atrakcyjna Amerykanka o imieniu Dee Deee wrzuciła na YouTube wideo, w którym opowiada, jak to spotkała w Polsce niejakiego Wojtka i bardzo pragnie go znaleźć. Prosi odbiorców o pomoc. Niestety Wojtek nigdy się nie odnajdzie, bo Wojtka nigdy nie było.

Jeśli jeszcze nie widzieliście materiału, o którym mówię, to możecie nadrobić:

Czemu napisałem, że Wojtek się nie odnajdzie? Otóż dlatego, że ta akcja od początku była fragmentem kampanii marketingowej – jak się okazało marki Reserved. Niektórzy (np. Maciej Budzich) dość wcześnie zorientowali się, że to nie jest autentyczna akcja. Mi też coś nie pasowało, bo łatwiej chyba znaleźć kogoś via Facebook niż na YouTube, prawda? Można wykorzystać realne kontakty, oznaczyć ludzi w Polsce (np. Hostel, w którym się spało, restaurację, w której się jadło etc.). Więcej rzeczy w tej akcji się nie spina. Niemniej zażarło i wiele osób zaangażowało się w akcję.

Po paru dniach pojawiła się część druga:

W pierwszej części była mowa o tym, jaki to Wojtek jest wspaniały. Jak się dobrze z nim gadało i… jak dobrze był ubrany. W drugiej natomiast pada hasło „Polish guys you’re amazing”! I tu jest clou sprawy, bo jak tłumaczą przedstawiciele agencji odpowiedzialnej za całą akcję, efektem miało być wywołanie w odbiorcach tego właśnie poczucia, że Polacy to fajne chłopaki i w jednym z nich może zakochać się nawet (sic!) piękna Amerykanka. Akcja miała być odczarowaniem, przeciwwagą dla polskiego „Janusza”.

W ogóle dużo osób uznało to za bardzo pozytywną akcję. Wspierali ją także popularni blogerzy i influencerzy – np. trafiłem na taki wpis Michała Szafrańskiego:

Romantyczna historia się szykuje. Dziewczyna szuka Wojtka z Warszawy. Powodzenia!

Opublikowany przez Michał Szafrański na 18 marca 2017

 

Jednak, jak pokażę w dalszej części wpisu. Ta miła atmosfera nie została podtrzymana na dłuższą metę.

Z twórcami kampanii (Warsaw Creatives) rozmawiał Maciek Budzich (może Was zainteresują szczegóły: link). Podkreślali, że kampania ma bardzo pozytywny wydźwięk, jest taka fajna, ciepła, bo pokazuje właśnie polskiego chłopaka w bardzo pozytywnym świetle – jako kogoś, kto nie powinien mieć kompleksów, kto jest atrakcyjny, doceniany, stylowo ubrany etc. No i z tym może bym się nie kłócił, ale pytanie jaki jest faktyczny wydźwięk!? Trochę za wcześnie, aby o tym mówić jednoznacznie, ale pojawiają się sygnały, że jednak niektórych to wkurzyło. Przykład wspomnianego wcześniej Michała Szafrańskiego (i Natalii Hatalskiej, której post Michał udostępnia):

Akcja została chyba przemyślana tylko częściowo. Bo najpierw faktycznie wywołano autentyczne, pozytywne, ciepłe uczucia. To już duża sztuka. Jednak to, co miało nastąpić później, sprawiło, że te pozytywne uczucia związane z udzieleniem pomocy w realizacji „romantycznej historii” zostały ludziom bez pardonu odebrane. Jeśli wzbudzamy emocje, gramy na ludzkich uczuciach, wywołujemy zaangażowanie, to super… ale stąpamy po kruchym lodzie. Ludzie nie lubią poczucia zawodu.

Należy pamiętać, że skoro marka to obietnica, deklaracja (bardzo często w warstwie nie tylko obiektywnej, racjonalnej, ale także właśnie emocjonalnej), to zaufanie jest świętością. Odsyłam chociażby do tego materiału sprzed paru dni:

Osobiście nie czuję się ani urażony, ani zawiedziony tą kampanią. Nie czuję się personalnie dotknięty. Nie zaangażowałem się w nią na początku, więc teraz nie czuję się rozczarowany. Jednak uważam, że problem jest – mam obawy podobne do tych wyrażonych przez Marcina Kalkhoffa na blogu branddoctor.pl (Zarezerwowana Dee Deee). Pisze on:

polski chlopak Wojtek - Marcin Kalkhoff
http://branddoctor.pl/2017/03/22/zarezerowana-dee-deee/

 

Mamy w Polsce bardzo duży problem z zaufaniem jako takim. Jako społeczeństwo pod tym względem wypadamy na szarym końcu wszelkich rankingów. W takiej sytuacji granie na ludzkim zaufaniu nie może być usprawiedliwione tym, że w pozytywnym świetle chcieliśmy przedstawić polskiego chłopaka – bo do niego chcemy kierować teraz swoją komunikację (parafrazując Warsaw Creatives).

Na szali jest nie tylko autentyczność marki. Tu chodzi w ogóle o zaufanie odbiorców do tego, co widzą w sieci, w mediach. Oczywiście nie bądźmy naiwni – nie chodzi o to, aby wierzyć w reklamę jako kanał autentycznej komunikacji opisującej rzetelnie świat. To nie tak. Po prostu zaczyna się robić niebezpiecznie, gdy nie wiemy, że mamy do czynienia z reklamą, jesteśmy angażowani do jakichś działań, a następnie okazuje się, że to był zwykły fejk. To zresztą nie pierwsza taka sytuacja ostatnimi czasy. Czy to będzie standard?

Czy po takiej akcji zaangażowalibyście się ponownie w bezinteresowną pomoc obcej osobie w sieci? Pewnie byłoby trudniej. W takiej sytuacji #POLSKICHLOPAK czułby się nie jak fajny gość, ale jak ktoś, kto został wydymany.

Ale mogę się mylić. Zasięg na pewno im się udał (chociaż jestem przeciwnikiem szkoły, że nieważne jak mówią…). Wykorzystany format jest niestandardowy, ciekawy. Nie mogę do końca tylko przełknąć tego, że jest to oparte na kłamstwie, z którego nic pozytywnego finalnie nie wynika. Bo pół biedy, gdy ktoś mnie nabierze, aby na koniec zrobić mi super niespodziankę, ale gdy ktoś mnie nabiera, wzbudza we mnie pozytywne emocje, a potem mówi – eeee to była ściema, hehe – to już zabawnie nie jest.

Myślę, że cała ta akcja mogłaby mieć finalnie zupełnie inny wydźwięk, gdyby została pociągnięta do punktu, w którym jednak jesteśmy jako odbiorcy czymś POZYTYWNIE zaskakiwani. Każdy polski chłopak coś powinien na koniec dostać – niekoniecznie rabat do sklepu, ale jakąś wartość, jakiś pozytywny bodziec, coś co by nas dalej zaangażowało w sposób wesoły, sympatyczny, pozytywny. Bo wyszło tak, że polski chłopak najpierw coś dostał, ale zostało mu to zabrane. A to jednak pozostawia niesmak.

Zobaczcie jeszcze na koniec ostatni klip z cyklu – Dee Deee przyjeżdża do Polski:

Wymowny jest jeden z ostatnich kadrów:

reserved love

Udostępnij post:

    Jeśli jesteś zainteresowany współpracą, konsultacją SEO, napisz do mnie!

    This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.