Rynek SEO – i mam tu na myśli zarówno klientów, jak i agencje – za bardzo przywykł do działania według prostego schematu zakładającego, że po prostu wystarczy dodawać kolejne linki i pisać treści. Czemu to nie wystarcza? W tym poście zaprezentuję kilka kluczowych założeń. Nie będzie to jednak artykuł tłumaczący od A do Z jak prowadzić testy w SEO. Mam nadzieję, że jednak będzie dobrą inspiracją zarówno dla pozycjonerów, jak i dla klientów.

Rola testów w SEO

Testy w SEO są bardzo ważne. Gdy zaczniemy weryfikować poszczególne czynniki SEO może się okazać, że albo pozycjonowanej stronie szkodzimy albo przepalamy budżet na działania z zerową korzyścią dla klienta. Oczywiście nie wszystko da się przetestować, bo nie jesteśmy dla wielu hipotez w stanie stworzyć odpowiedniego środowiska badawczego. Dlatego tak ważne jest precyzyjne określanie hipotez, warunków je potwierdzających oraz im zaprzeczających.

Bardzo ważne jest też, aby opierać się na testach jednej zmiennej, gdyż inaczej możemy popłynąć jeśli chodzi o wyciąganie wniosków. Jeśli interesuje cię ten temat, to polecam posłuchać mojego kolegi Sebastiana Heymanna, który opowiadał o testach prowadzonych w Eactive w podcaście u Dawida Medwediuka. Podlinkuję na końcu artykułu.

Innymi słowy, nie zawsze testy są konkluzywne ze względu na trudne okoliczności (zmienność w Google – algorytmiczna oraz wywołana przez użytkowników, sezonowość i dane behawioralne, jak i samych konkurentów) oraz metodykę. Po prostu możemy przyjąć błędne założenia, a każdy z logiki na poziomie szkoły podstawowej powinien pamiętać, że z błędnych założeń można wyciągnąć wnioski o dowolnym stopniu zgodności z rzeczywistością.

Pomimo trudności i wyzwań warto testować i weryfikować niemal wszystko. W ramach działań R&D można podejmować różne aktywności, dzięki którym przybliżamy się do rozumienia algorytmów Google. Możemy prowadzić analizy korelacji między czynnikami. Możemy przeprowadzać wspomniane testy jednej zmiennej. Możemy analizować dostępne dane próbując ustalić prawidłowości i potencjalne ciągi przyczynowo skutkowe (chociaż to jest raczej dobra metoda do definiowania hipotez, niż wyciągania jednoznacznych wniosków). Możemy testować czynniki on-page, jak i linki.

Testowanie linków

Testowanie skuteczności linków ma sens przede wszystkim w sytuacji, w której mamy kontrolę nad stroną odsyłającą. Oczywiście możemy również w jakimś stopniu testować linki z drogich publikacji sponsorowanych, lecz będzie to dość droga impreza. Poza tym nie mamy wówczas pewności, że struktura strony odsyłającej i jej profil linków się nie zmieniły w czasie testu. Jest to więc na wielu płaszczyznach problematyczne.

Zatem najlepsze rezultaty daje jednak testowanie własnego środowiska. Po pierwsze mamy większą kontrolę nad tym, co się dzieje, po drugie możemy zweryfikować, czy strony, z których chcemy linkować klientów są skuteczne.

Testowanie zaplecza SEO

Oprócz testowania rozumianego jako eksperymenty, testujemy również zdrowie domen. Innymi słowy, sprawdzamy, czy przechwycone domeny, na których stawiamy strony zapleczowe, mają potencjał w pozycjonowaniu linkowanych stron, czy nie. Weryfikujemy, czy linki wychodzące do zewnętrznych stron podnoszą ich pozycję, są neutralne, czy może ją obniżają. Robimy to zarówno w agencji – takaoto.pro, jak i w Tarantula SEO, skąd de facto przyjąłem całą metodykę od Macieja Chmurkowskiego (pod koniec artykułu polecę też kilka materiałów dydaktycznych z jego udziałem, to może też wyciągniecie coś dla siebie w tej materii).

No dobra, do brzegu 🙂 Pretekstem do napisania tego tekstu była refleksja podczas testowania jednego z naszych serwisów agencyjnych. Mateusz Ryszka, z którym tworzymy dwuosobowy, ale potężny! :D, dział R&D w takaoto, zwrócił mi uwagę na pewien dysonans. Otóż testowana strona obniżała pozycję podlinkowanej strony zewnętrznej (na słowo kluczowe zawarte w tekście zakotwiczenia linka), a jednocześnie sama zwiększała swoją widoczność. Majowa aktualizacja (May 2022 Core Algorithm Update) zasadniczo podniosła widoczność serwisu, co wskazywałoby na fakt, że Google traktuje ją łaskawie i nie widzi w niej nic złego:

wykres widoczności Senuto

wykres widoczności domeny z senuto.com

 

Od razu sprawdziłem, czy w ostatnim czasie nie opublikowaliśmy nowych treści na stronie. Do strony dodany został tylko jeden tekst w kwietniu, a pozostałe pochodzą jeszcze z 2021 roku.

Testy linków wychodzących robiliśmy trzykrotnie. Pozycje zachowywały się następująco:

  • pierwszy test: 63 -> 85
  • drugi test: 79 -> 87
  • trzeci test: 67 -> obecnie po za 100

Widzimy zatem sytuację, w której domena zapleczowa idzie do góry, poprawia pozycje i zyskuje nowe frazy w każdym przedziale (top3, top10, top50). Jednocześnie emitowane z niej linki zbiegają się w czasie z obniżeniem pozycji strony docelowej. Jaki z tego wniosek? No właśnie. Trudno o jednoznaczną ocenę sytuacji. Poprzestając na tym etapie można by było wyciągnąć wniosek, że widoczność i zdrowie domeny są zupełnie niezależne od jej toksyczności. Można by snuć teorię, że Google może cenić stronę on-page, a jednocześnie zafiltrować ją na poziomie grafu linków.

Zacząłem stronę oglądać „z każdej strony” (wiem, masło maślane) i postanowiłem porównać dane z różnych narzędzi. Zupełnie przypadkiem zajrzałem do wykresu w Ahrefs i zwróciłem uwagę na liczbę URL, a nie tylko widoczność słów kluczowych. W sumie Senuto też obecnie pozwala uzyskać podobne dane dotyczące liczby URL w top50 (wystarczy przejść do zakładki metryki w analizie widczności), ale jakoś tam po prostu nie zajrzałem.

widoczność a strony organiczne w Google

Podsumowując, z jakichś względów Google odblokował indeksację części zasobów wraz z majową aktualizacją. Wcale nie musiał podnosić pozycji na określone frazy. Autorytet strony wcale nie musiał wzrosnąć. Po prostu, adresy zakolejkowane przez bota do indeksacji przy poprzednich skanowaniach witryny, w końcu zostały dodane do indeksu. Na kilka długoogonowych, czy też po prostu mało konkurencyjnych fraz wskoczyły do wyników wyszukiwania i stąd zastana sytuacja.

Podsumowanie

Jak wspominałem. Artykuł ten nie miał na celu pokazać konkretnej metodyki czy zaprezentować jakieś wielkie odkrycie SEO. Pokazuje jednak, że warto być czujnym i brać pod uwagę wszystkie możliwe okoliczności wpływające na rezultat. Wynika z tego też wniosek, że żeby prowadzić testy, należy zachować zdrowy sceptycyzm wobec wyników, a także mieć wiedzę na temat procesów SEO pozwalającą zidentyfikować potencjalne zakłócenia.

Obiecane materiały dodatkowe

Maciej Chmurkowski w podcaście SEO Fridays Dawida Medwediuka:

 

Maciej Chmurkowski w Nienazwanym Podcaście Damiana Sałkowskiego (Senuto):

 

Sebastian Heymann w SEO Fridays: