Funkcjonalna aplikacja z niewielką liczbą funkcji – czyli za co lubię Spotify

Funkcjonalna aplikacja z niewielką liczbą funkcji – czyli za co lubię Spotify

Jestem fanem Spotify jako przykładu bardzo funkcjonalnego, użytecznego narzędzia, z którego korzystam w domu, w pracy i podróży. Słuchanie muzyki to tylko jedna z funkcji – ta podstawowa, ale warto zwrócić uwagę na kilka innych, wspomagających, zwiększających przydatność tej popularnej aplikacji.

Mimo, że nie jest ich zbyt wiele (tworzenie playlist, obserwowanie ulubionych wykonawców, rekomendacje), to naprawdę robią robotę. Dobra aplikacja nie musi być kombajnem. Wystarczy, że będzie dobrze wspierała jakiś jeden, konkretny proces. W tym przypadku jest to oczywiście dostęp do muzyki (legalny, co warto podkreślić, mimo wszystkich kontrowersji związanych z kwotami płaconymi artystom).

Warto zwrócić uwagę, że aplikacja wspomaga poszerzanie horyzontów muzycznych. Pamiętam, jak kiedyś korzystałem z Last.fm i wkurzało mnie, że sugestie były bardzo słabe, i nie pozwalały dotrzeć do nowych artystów. Słuchałeś Iron Maiden, system rekomendował Metallikę i Nirvanę… Come on! Słuchałeś jakiegokolwiek rapu, to w sugestiach był Snoop Dogg, Jay-Z i Busta Rhymes (to było dobre parę lat temu).

W Spotify wygląda to zgoła inaczej. Aplikacja uczy się naszych preferencji i na podstawie ostatnio słuchanej muzyki tworzy nam playlistę z nowymi rekomendacjami – „Odkryj w tym tygodniu”. Nie jest to jednak kompilacja słuchanych w ostatnim czasie muzyki. Nie jest to też kompilacja innych utworów słuchanych ostatnio artystów. Jest to lista oparta na podobnych wykonawcach, ale dobór jest dużo bardziej wysublimowany.

Jeśli leciała u nas ostatnio Metallica, to w rekomendacjach zobaczymy thrashowe kapele z Kalifornii, a nie po prostu inne popularne kapele rockowe. Jeśli słuchaliśmy fińskiego reggae, to również otrzymamy coś egzotycznego, a nie The Best Of Bob Marley & The Wailers. W ten sposób możemy eksplorować nowe obszary, nowych wykonawców, docierać do naprawdę ciekawych, nieraz niszowych twórców. Uważam to za wielki plus.

Ostatnią funkcją, która robi robotę, jest „Twoja składanka Daily Mix”. Potrafi dobrać sześć playlist, które mają zdefiniowane po ok. 20-30 utworów na początek, ale wraz ze słuchaniem się rozwijają. Są dobierane na podstawie słuchanej wcześniej muzyki – można trafić zarówno na ulubione, zapisane, słuchane utwory, jak i nowe. W Daily Mixie trudniej będzie trafić na niszowych wykonawców. Tu akurat system stawia na sprawdzonych artystów i bardziej popularnej w danej stylistyce utwory.

No i właśnie – stylistyka. Każda z sześciu składanek opiera się na innym stylu muzycznym. Co jednak w sytuacji, gdy nie słuchaliśmy różnorodnej muzyki w ostatnim czasie? Spotify dość dobrze (chociaż wiadomo – nie idealnie) rozumie subgatunki. Słuchałem ostatnio dużo ciężkiej muzyki i aplikacja stworzyła mi osobno playlistę z takimi wykonawcami jak Slipknot, Lamb Of God, Stone Sour, Five Finger Death Punch (bądź co bądź bliżej sceny heavy i nu-metalowej) a osobno z takimi zespołami jak Serpentine Dominion, Meshuggah, The Dillinger Escape Plan, Gojira, czyli bliżej death metalu i metalcore. Nie widzisz różnicy między tymi gatunkami? Twórcy aplikacji pewnie też nie, ale Spotify widzi – i o to chodzi!